panorama-maj-06
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

CZ II WINA

Do napisania tej części zdecydowałem się po zobaczeniu zdjęcia matki kpt/mjr Arkadiusza Protasiuka – pilota tragicznego tupolewa.  Kobiety skromnej i nie przywykłej do fleszy aparatów fotograficznych i

politycznych salonów. Niestety i jak dotąd nie do końca wysłuchanej.

Śledztwo toczy się latami i tak naprawdę końca jego nie widać. Co chwila pojawiają się różne sensacyjne nowinki, które jego zakończenia nie przyśpieszają. Odnosi się wrażenie, że trwa jakieś bujanie w obłokach. Tymczasem  nie rozpatruje się podstawowej przyczyny wypadku, tj. pogody i stanu lotniska. O ile pogoda zmienną jest, o tyle stan lotniska, jeśli już ulega zmianom, to trwa to miesiącami. Stąd pytanie dlaczego fatalne pod względem technicznym lotnisko pod Smoleńskiem nie zostało rozpoznane pod kątem bezpieczeństwa, zwłaszcza, gdy lądowały na nim polskie samoloty rządowe ? Zrzucanie winy za stan lotniska na Rosjan ma o tyle sens, o ile dotyczy to otrzymania zezwolenia na lądowanie na nim obcych samolotów nie tylko tego feralnego dnia. Ale to nie Rosjanie, tylko Polacy to lotnisko wybrali i ( jak wynika z notatek prasowych) doskonale wiedzieli, w jakim jest stanie. Wniosek nasuwa się jeden, że analizy bezpieczeństwa nie przeprowadzono, czyli nie spełniono wymogów rozpoznania. Tymczasem każdy dowódca pododdziału wie, że rejon, do którego ma się przegrupować, ma być rozpoznany i jeśli nie on to ma zrobić, to takowe rozpoznanie wykonują specjaliści zwiadowcy a dowódca otrzymuje z tego rozpoznania meldunek i podejmuje decyzje. Jeśli mimo stwierdzonego rozpoznania niebezpieczeństwa  zapadnie decyzja o zajęciu  rejonu i podczas wykonywania tego zadania stanie się coś złego, to dowódca, który takową decyzję podjął, ponosi za to odpowiedzialność, a nie właściciel terenu, na który przegrupowanie nastąpiło. Natomiast jeśli dowódca ze względu na istniejące ryzyko  zrezygnuje z zajęcia wskazanego rejonu, to zawsze ma w zanadrzu wariant zapasowy. Stąd pytanie, czy takowy wariant był ustalony, czy dla tego fatalnego lotu wyznaczono lotnisko zapasowe, czy gospodarz tego lotniska o tym wiedział ?

Awans
Kpt. Protasiuk  w chwili lotu miał  36 lat , w 1997 r. ukończył z wyróżnieniem dęblińską szkołę oficerską, czyli lecąc do Smoleńska był już 13 lat oficerem. Był także absolwentem politologii i studiów podyplomowych w WAT, ukończył wiele kursów specjalistycznych w zakresie pilotażu, po prostu był mistrzem w swoim fachu. Sadząc po wysłudze lat, miał już ją na tyle dużą, że powinien zostać majorem. Ale nie był. Niestety był to okres, kiedy runęły stare zasady awansowania zgodnie z wysługą w danym stopniu. Awanse na oficerów w tym starszych wymagały odpowiedniego stanowiska. Czy ktoś powiedział,  jaki etat zajmował  kpt. Protasiuk ? Uważam, że gdyby zajmował etat oficera młodszego, nie miałby za drugiego pilota oficera starszego, czyli majora. Sądzę więc, że miał etat oficera starszego. Jeśli się nie mylę, lot ten był dla niego wielką szansą na majorowski awans. Stopień ten  jest ważny, gdyż stanowi  przeskok do korpusu oficerów starszych i daje małe przywileje. Obecnie ( tak też było w 1010 r.)  kapitanowie często pełnią obowiązki, które ongiś wykonywali pułkownicy i dają sobie z tym  doskonale radę.  Niestety,po kilku latach zasiedzenia bez awansu niesłusznie postrzegani są przez środowisko cywilne jako podpadziochy bądź nieudacznicy. Dlatego całe zastępy „wypłowiałych” kapitanów czekają na swoją szansę . Kapitan Protasiuk nie był wprawdzie  „wypłowiały” ale ryzyko nim zostania istniało. Ten lot dawał mu szansę, jakiej wówczas  bardzo wielu kapitanów od lat nie miało, szansę awansu na majora w odpowiednim wieku.

36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy
Jednostka ta wchodziła w skład Sił Powietrznych i podlegała Dowództwu Sił Powietrznych. Przeprowadzone w niej kontrole stwierdziły liczne uchybienia, co nie pozostało bez wpływu na późniejsze decyzje i w  grudniu roku 2011 pułk został rozwiązany, kilku generałów zajmujących wysokie stanowiska straciło je. W odzewie społecznym nie  było większych prób obrony ich dobrego imienia, choć gros osób potraktowało te kroki jako wyrok na tzw. „kozłach ofiarnych”.

Sprawa meldunku
Jeden z dowódców dywizji postanowił, że w jednej z podległych jednostek skontroluje przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. I kontrolował, a trwało to niedługo, bo zaczął od najwyżej położonego pododdziału. Gdy tam wszedł, dowódca pododdziału zameldował mu pododdział gotowy do przeglądu. Pułkownik spytał dowódcę – kapitana: - Niech się obywatel kapitan zastanowi czy na pewno gotowy. Na to kapitan machnął ręką i odpowiedział "niech będzie gotowy" !!.Pułkownik się uśmiechnął i tu zajrzał, tam zobaczył i było wszystko pięknie aż zobaczył gwóźdź w ścianie. Gwóźdź zaskoczył także kapitana, bo wisiał na nim kaseton propagandowy, który raptem zniknął. Rozgorzała burza, która dla wszystkich oprócz pułkownika skończyła się o 22.00. Tak przez gwóźdź  kadra tej jednostki miała umilony dzień wigilijny. Opowieść ta dowodzi, jak ważny jest w wojsku meldunek, gdyby kapitan zameldował  kompanię podczas przygotowania do świąt, nic by nie było. Gdyby kpt. Protasiuk zameldował Prezydentowi RP samolot gotowy do lotu, to  wziąłby za ten lot pełną odpowiedzialność, zrobił to jednak ktoś inny ze  świadomością wagi swego meldunku. Dlatego nie dziwi, że mógł być w kokpicie samolotu podczas lądowania. Uważam, że nie mają racji ci, którzy z faktu przebywania dowódcy sił powietrznych w kabinie pilotów czynią zarzut nadużycia, przekroczenia kompetencji , gdyż piloci byli  jego podwładnymi, a i jako ich przełożony on za ten lot też odpowiadał. Jednak istnieje druga strona medalu, z czego przełożeni nie zdają sobie sprawy, jest to destrukcyjne oddziaływanie swoją osobą na podwładnych. Generalskie pagony i wysoka funkcja robią swoje. Po prostu obecność przełożonego o silnej osobowości i patrzenie wręcz na ręce podwładnym wykonującym trudne, wymagające koncentracji zadanie, może spowodować zupełne rozkojarzenie i wywołać cykl logicznych błędów. Podobne reakcje mogą nastąpić, gdy wykonawca słyszy uszczypliwe uwagi pod swoim adresem. W takiej sytuacji, gdy przełożony jest tuż - tuż i  funkcyjnie odpowiada za działania podwładnych, wykonujący zadanie  podświadomie przerzuca odpowiedzialność za to, co robi, na przełożonego, zwłaszcza, gdy ten ingeruje w sposób realizacji zadania.

Co by było gdyby
Przed szkoleniem przeprawy czołgów po dnie dowódca jednej ze szkolących się dywizji nakazał, by przed przystąpieniem do zajęć sprawdzić stan techniczny obiektu, na którym to szkolenie miało być przeprowadzone. Szef szkolenia jednej z brygad przyjechał nad obiekt i sprawdzając sprawność urządzenie do spuszczania wody ze zbiornika, w który czołgi miały wjeżdżać, stwierdził , że z powodu rdzy nie jest ono sprawne. Zapoznał się z instrukcją i przepisami bezpieczeństwa obowiązującymi na tym obiekcie, które wyraźnie zabraniały szkolenia w przypadku wystąpienia jakichkolwiek niesprawności. Tak też postąpił ów szef szkolenia. Efekt był taki, że zrobił się krzyk, iż samowolnie zerwał szkolenie i pojawiły się wręcz zarzuty, że po prostu bał się jego , co było nieprawdą. Zaczęto nawet z tego szefa szkolenia szydzić. Jestem przekonany, że podobny los czekał kpt. Protasiuka, gdyby zrezygnował z próby siadania na tym lotnisku, spotkałyby go nieprzyjemności a ponadto na lata utraciłby możliwość awansu. Może by w ogóle nie awansował. Siłą rzeczy to presja możliwość awansu a nie generał w kokpicie wpłynęła głównie na jego decyzje. Wniosek nasuwa się  taki, że za katastrofę w smoleńsku winny jest awans.
 

                                                                                                                  

Andrzej Szutowicz

PS. Katastrofa w Smoleńsku zakończyła królowanie w polskim rozkazodawstwie słynnego  polecenia; „nic mnie to nie obchodzi, do rana ma być”(powiedziane było bardziej dosadnie), które w połączeniu z słynnym powiedzeniem gen. Dąb Biernackiego : „... w d. mam pana regulaminy” ( odpowiedź padła :”a ja w głowie”)  były niedostrzegalnymi przesłankami wielu niebezpieczeństw.

Joomla! Hosting from