panorama-maj-03
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Powiększ

 

1. O katastrofie samolotowej pod Brusami !!!!

W latach 1948/49 dojeżdżałem pociągiem z Męcikału do szkoły w Chojnicach. Z Brus w tym czasie młodzieżą zapełnione był całe „przedziały szkolne” dojeżdżających do ogólniaka, handlówki czy zawodówek. Pociągi składały się z różnych typu wagonów, były i takie, że do każdego przedziału były drzwi, były pulmany szczelnie zamykane przedziały. W okresie od kwietnia do października z braku wagonów przyczepiano wagony towarowe z montowanymi ławkami zwane towosy.


A wagony zawsze przepełnione pracownikami do licznych zakładów pracy i uczniami ciągnęła poczciwa zawsze sprawna lokomotywa parowa. Oświetlenie w wagonach było gazowe. Bilety szkolne były bardzo tanie, a pracownikom zakłady pracy fundowały bezpłatnie.


Młodzież szkolna była „oznaczona” przez obowiązkowe noszenie czapek dla każdej szkoły inny otok (Najbardziej charakterystyczne dumnie nosili studenci – białe). W przedziałach szkolnych uczniowie przy świetle gazowym w ciszy wkuwali np. łacinę ci z ogólniaka, bo taki język uczono, lub kolumny cyfr ci z handlówki.  Ale nie tylko nauką młodzi żyli, bywały ożywione dyskusje - w zasadzie podczas powrotu do domu - o 4 latach po zakończonej wojnie - ile to dostało się lania od niemieckiego nauczyciela za gadanie po polsku, gdzie jeszcze są karabiny, pociski czy zniszczone pojazdy wojskowe. Syn znanego sklepikarza J. Pańskiego – Marian często z Chojnic dostarczał do sklepu pudła z „murzynkami” – w wagonach rozkręcał biznes cały towar sprzedał wypragnionym słodyczy uczniom. Bywało czasem, że do przedziału szkolnego wchodził „cywil”, nietaktem było wypraszać – więc siedzący przy oknie rysował grzebieniem aluminiowym – bo takie tylko były – po oknie co dawało piskliwy odgłos. „Obcy” wychodził do swego przedziału i często otrzymywał tylko miejsce stojące. A co z katastrofą?


Nowy temat dyskusji powstał – może nikt o tym obecnie nie wie - jak runął do bagna zaraz za Brusami pod Zalesie wojskowy samolot - już zwanym odrzutowym. Po pewnym czasie jak wojsko wszystko po samolocie pozbierało i wywiozło to młodzi chłopacy rozpoczęli prace archeologicznie, co efektem było znalezienie kilku jeszcze blaszek duraluminiowych wielkości, co najwyżej łyżki.  Wielką radością była możliwość trzymania takiej blaszki – jaka lekka i zarazem twarda nie to co znane nam aluminium. Tym szczęśliwcem byłem i ja.  Po tylu latach przypominam, że było to przed feriami roku szkolnego 1949/50. Katastrofa miała miejsce za Brusami (koniec Brus za domostwem p. Jagielskich, a początek przy cmentarzu) w jedno z kilku bagien tam znajdujących się. Prawdopodobnie był to samolot z biało-czerwoną szachownicą jednoosobowy - Jak 17, produkcji radzieckiej. A może był z czerwoną gwiazdą?. Tajemnica nie do rozwiązania. Ale była to wielka sensacja, bo o żadnych katastrofach prasa ani radio nie informowały.  Może ktoś posiada więcej wiadomości. Co mogę jeszcze napisać, że w potocznej rozmowach pierwsze samoloty odrzutowe nazywano latającymi trumnami. Dlaczego uderzył w bagno – może bohaterski pilot celowo już nie mając innego ratunku stery bezwładnego aparatu skierował w to miękkie miejsce, aby nie staranować domów w Brusach. A może myślał, ze uratuje samolot i swe życie.


Oglądając obecnie sylwetkę Jak 17 – z lat 50 XX wieku w Internecie to porównanie, które podałem odpowiada rzeczywiście do trumny.

 

Źródło fot.: Internet

Joomla! Hosting from